Wywiad z 2013r

Taniec brzucha nie tylko dla dwudziestolatek!
Kobiety jak motyle




BASIA przyszła na lekcję tańca brzucha, gdy zmarł jej mąż. Jak mówi, chciała wyjść wtedy z domu, do ludzi. Wiesława pojawiła się na zajęciach, bo usłyszała, że po sąsiedzku, naprzeciw jej domu, odbywa się kurs. Agnieszkę namówiła koleżanka, a Jadzia to supertancerka, bo tańczy też flamenco i latino dance. Żadna z nich nie ma już dwudziestu lat ani figury supermodelki, ale kiedy zaczynają tańczyć, wyglądają jak gwiazdy orientalnych filmów


Szczecinianki poznały się kilka lat temu na lekcjach tańca brzucha prowadzonych przez Dorotę Hołownię. Jak mówią, te zajęcia w „Astrodance” są im niezbędne do życia, są jak siostrzane współistnienie: – Kiedyś były pierzarki. To kobiety, które wspólnie darły pierze, dużo przy tym rozmawiając o swoich radościach i smutkach – mówi D. Hołownia, właścicielka niebuszewskiej szkoły. – Tutaj kobiety nie tylko mogą spędzić czas, tańcząc albo biorąc udział w innych zajęciach, ale też pogadać przy herbacie, ponarzekać na męża czy dzieci, powymieniać się adresami dobrych sklepów. W kobietach jest potrzeba jedności z innymi paniami. Jak mówi instruktorka tańca brzucha, kiedy powstawało „Astrodance”, przyświecała jej idea, by tu swoje miejsce znalazły panie po 35. roku życia: – Wiele szkół oferuje zajęcia dla młodych. Tymczasem ja proponuję warsztaty dla kobiet dojrzałych. Zwyczajnych pań, które urodziły dziecko, pracują zawodowo, nie mają rozmiaru 34 i nie wyglądają jak supermodelki – tłumaczy właścicielka Dorota Hołownia. – W grupach, które prowadzę, są panie 50- i 60-letnie, a moja najstarsza uczennica miała 82 lata. Basia tańczy w grupie zaawansowanej. Zaczęła to robić kilka lat temu, po śmierci męża: – Potrzebowałam wtedy wyjść z domu, by ciągle nie myśleć o stracie osoby bliskiej – przyznaje. – Zbiegło się to z okresem, gdy miałam iść na rehabilitację kręgosłupa. Ból był tak ogromny, że aż nie mogłam chodzić. No i zaczęłam tańczyć. No i wkrótce okazało się, że nie ma czego rehabilitować, bo mnie już nic nie boli. Zresztą, ja nigdy nie potrafiłam dobrze tańczyć.
Ale odkąd chodzę na taniec brzucha, okazało się, że jednak umiem tańczyć i ładnie się poruszać. Jadzia dowiedziała się o zajęciach tańca brzucha w klubie zrzeszającym osoby po nowotworach, do którego należy. Jako że pisze wiersze, do jednego zainspirował ją właśnie taniec brzucha. Określiła w nim ten rodzaj
tańca jako taniec motyli: – Bardzo odpowiada mi muzyka orientalna i poznawanie nowych kultur – mówi. – Zauważyłam też, że dzięki tańcowi poprawiła mi się figura. Zresztą, tańczę też flamenco i latino dance. – Ja zaczęłam tańczyć razem z koleżanką, która stwierdziła, że trzeba zacząć się ruszać – dodaje Agnieszka. – Ona po jakimś czasie zrezygnowała, a ja tańczę już czwarty rok. Właścicielka „Astrodance” zainteresowała się tańcem brzucha w 2006 roku, kiedy pojechała do przyjaciółki do Paryża: – Ona ma męża Kabila, to taki góral-Algierczyk – wyjaśnia. – Zainteresowała mnie kultura jego kraju. W Paryżu byliśmy wszyscy razem w marokańskiej restauracji, gdzie odbywał się pokaz tańca brzucha. Zafascynowało mnie to. Potem dostałam od przyjaciółki chustę z monetkami, czyli nieodłączny element tańca brzucha. No i zapisałam się na kurs tego tańca. Jakiś czas potem sama zaczęłam uczyć innych. Jak mówi D. Hołownia, taniec daje jej siłę do codziennego życia: – W polskich realiach nie jest łatwo być samotną matką – przyznaje. – A teraz jestem nie tylko mamą i instruktorem tańca, ale też animatorem, bo zajmuję się organizacją całego ośrodka. To całkowita reorganizacja
mojego życia zawodowego. Zresztą, z zawodu jestem magistrem inżynierem ochrony środowiska o specjalizacji procesy i aparaty w ochronie środowiska. W zawodzie nigdy nie pracowałam. Byłam sprzedawcą na giełdzie samochodowej, pracownikiem biurowym, gońcem w urzędzie miasta, sprzedawcą wycieczek turystycznych, pracowałam u optyka – wylicza. Raz w roku podopieczne D. Hołowni mają szansę zaprezentować się przed swoimi bliskimi na specjalnej gali. Na takie okazje panie szykują odświętne stroje. I tak Wiesia swój nazywa „zlepkiem różnych rzeczy”: – Do atłasowego stanika doszyłam koraliki, by ładnie to wyglądało. – Ja z kolei przyszyłam świecącą taśmę z pasmanterii – dodaje Jadzia. – To stroje wyjściowe, bo na co dzień panie ćwiczą w leginsach, ale zawsze mają na sobie pas z monetkami – wyjaśnia D. Hołownia. Jak mówi właścicielka „Astrodance”, podczas pokazów specjalnych bliscy mogą zobaczyć swoją żonę czy mamę w zupełnie innej odsłonie: – Kiedyś na występ swojej pięćdziesięcioletniej mamy przyszedł jej dwudziestoletni syn – opowiada D. Hołownia. – Kiedy zobaczył mamę, jak zgrabnie kręci biodrami i jak bardzo kobieco wygląda podczas występu, stanął jak wryty. Za rok przyprowadził na pokaz swoją dziewczynę i z dumą jej wskazał swoją piękną mamę. Bo taniec brzucha pozwala kobietom – takim zwyczajny, żyjącym między pracą, dziećmi,
mężem i kuchnią – przełamać się na zewnątrz ze swoim ciałem. – Ale to nie jest taniec erotyczny, jak niektórzy sądzą – dodaje szybko Wiesia.

* * *

5 października 2013r w „Astrodance” przy ul. Krasińskiego 10/11 będzie dniem otwartym w godz. 9.30-19. Wtedy będzie można bezpłatnie wziąć udział w zajęciach, m.in. nauce tańca brzucha, modelowaniu sylwetki osób puszystych, aerobiku dla pań po czterdziestce. Będzie też kącik ezoteryczny. Monika GAPIŃSKA